niedziela, 29 listopada 2009

Kalendarz adwentowy


Kiedy w ubiegłym roku zobaczyłam u Lorety kalendarz adwentowy, który zrobiła, po prostu musiałam mieć podobny. Loreta jest litewską artystką-fotografikiem, jej portrety nie mają sobie równych, a oprócz tego jest wspaniałą hafciarką. 
Główny panel kalendarza stanowi wzór C.Mendousse Le Noёl des Lutins, natomiast reszta jest autorstwa Lorety, która uprzejmie pozwoliła mi skopiować swoje dzieło. Praca nad kalendarzem trwała od Wielkanocy, ale była niezłą zabawą.
W kieszonkach na każdy dzień przewidziane są niespodzianki dla wszystkich domowników.
Oprócz tradycyjnych drobnych słodkości przygotowałam karteczki z ciekawą maksymą lub aforyzmem. Najmłodszych oczywiście dużo bardziej od aforyzmów interesuje Mieszanka Krakowska:)
 Mam nadzieję, że kalendarz będzie służył przez więcej niż jeden sezon, dlatego wyhaftowałam sygnaturkę z datą produkcji, a całość można łatwo zdjąć ze styropianowej płyty i zrolować lub nawet wyprać w pralce.
Kalendarz startuje od 1.grudnia, ale już dzisiaj ma swoją odsłonę i kusi, zwłaszcza niektórych;)

As some of you may have noticed, my Advent calendar has been inspired by famous last year's Loreta's calendar. I liked it so much that I couldn't resist copying it almost literally. Loreta has kindly given me the permission to show my work. 
Thank you Loreta:)

piątek, 20 listopada 2009

Nadal świąteczne miniatury i porządki


 
W ramach sprzątania przedświątecznego zrobiłam porządki w srebrnej zastawie, która z powodu wirów historii od dawna była pozbawiona oryginalnego pudełka. Drewnianą skrzynkę na sztućće przemalowałam na biało, do tego uszyłam lniany futeralik, zapinany na troczki z obu stron. Dzięki temu można go złożyć na płasko do prasowania.  A i R to inicjały moje i panamężowe. W kredensie zrobiło się dużo przyjemniej.


Przy okazji zdradzam mój ulubiony, bo bezobsługowy, sposób czyszczenia domowych sreber:
Duży garnek wykładamy folią aluminiową, tak, by zachodziła na brzegi. Na dno sypiemy garść soli kuchennej i wlewamy wrzątek, po czym do gotującego się roztworu wkładamy przedmioty, które chcemy oczyścić. muszą byc całkowicie zanurzone. Po około 2-3 minutach oczom naszym ukazują się idealnie czyste srebra, które wystarczy już tylko spłukać w czystej wodzie, ewentualnie z płynem do naczyń. Gotowe! Przy bardzo intensywnym nalocie procedurę powtarzamy z nową folią, na której gromadzi się cały nalot, jednak przy w miarę regularnym czyszczeniu całkowicie wystarczy jedna kąpiel. Jest to sposób muzealników, wyczytany kiedyś przeze mnie w "Przekroju".



Jak trafnie spostrzegła Pasjonatka, zainspirowały mnie ostatnio pewne blogi francuskie. Francuzki lubują się w zestawieniach białego i szarego lnu z haftem białym, szarym i czerwonym i nie ukrywam, że mną również zawładnęło ostatnio to zestawienie. Ale "my się nie wstydzimy dobrych wzorców" (jak powiedział w filmie "Alternatywy 4" stróż Anioł do profesora Dąb-Rozwadowskiego, gdy ten napomknął o wioskach potiomkinowskich;)
W rzeczywistości czerwieni jest u mnie mniej niz sie wydaje, za to jest ciemniejsza niż na zdjęciach.


Wymodziłam też woreczek na słynne literki ciasteczkowe, które wreszcie pojawiły się i u nas. Chyba wszyscy zainteresowani już się w nie zaopatrzyli w Tchibo. Ważne, by ciasteczka nie rosły zbyt wiele w trakcie pieczenia. I tu z nieba spadła ushii z idealnym przepisem na literkowe herbatniki.


U ushii nadal trwa Candy, ze wspaniałymi nagrodami.
Również u Anne trwa Candy, i tu również są piękne nagrody do zdobycia.
Ach, pomarzyć...



Byziak obdarowała mnie miłym wyróżnieniem -dziękuję! Posyłam je dalej i proszę o przyjęcie
Olę z blogu Bobe Majse . Wiecie co to znaczy Bobe majse? Ja już wiem. Blog Oli to gratka nie tylko dla miłośników judaiców. Polecam!



Wszystkim życzę udanego weekendu i biegnę kończyć kalendarz adwentowy:)

piątek, 13 listopada 2009

Świąteczne miniatury i porządki


Mam już z grubsza gotową koncepcję dekoracji świątecznych . Będzie biało i szaro, szarością lnianą, jutową i konopną, będzie też - o dziwo - kropla czerwieni w odcieniu czerwonego wina. O dziwo, bo czerwieni nie było u nas od lat. W tym roku pojawi się w niewielkiej dawce. Poza tym będzie zgrzebnie, rustykalnie, trochę naiwnie i dziecięco. Dzisiaj pokazuję trochę zaczątków tych dekoracji.



 
Robię skromne i proste miniaturki, które będą służyć jako poduszeczki zapachowe, rozwieszone w różnych miejscach .




Od dwóch tygodni robię też porządki świąteczne. To wcale nie za wcześnie, zwłaszcza, że oprócz prac "standardowych" postanowiłam wyrugowac z domu wszelkie "opakowania zastępcze". Koniec tolerancji dla foremek do ciasta w foliowej torebce Tesco. Nie wiem też co robią srebrne sztućce w pudełku po butach. Tym i innym wstydliwie kamuflowanym straszydłom dziękujemy:)




Sprawiłam sobie wreszcie podkładkę na butelkę wina na świąteczny stół. Pobieliłam surową drewnianą tacę, do tego zmajstrowałam lnianą serwetkę. 






A ten ornament zrobiły paluszki małej hafciareczki, trochę się przy tym kłując. Hafciareczka jest bardzo dumna ze swego dzieła, a ja razem z nią:)

Jeszcze jedna miniaturka,już w świetle świec ze względu na zmrok. Niestety teraz wcześnie robi się późno;) i nie zdążyłam zrobić zdjęć reszty, tak więc w najbliższych dniach będzie świątecznych miniatur i porządków część druga. Tymczasem pozdrawiam każdego z odwiedzających i życzę wszystkim udanego weekendu:) 






wtorek, 3 listopada 2009

Łazienka na poddaszu


Udało nam się oddać do użytku łazienkę na poddaszu. Celowo nie piszę "wykończyć", ponieważ jeszcze będą dochodzić stopniowo różne drobiazgi, które oswoją sporą przestrzeń.
Założenia przyjęliśmy klarowne: miało być po pierwsze prosto, po drugie naturalnie, po trzecie nienowocześnie. Prosto, czyli niepałacowo i niepompejańsko, zgrzebnie wręcz. Naturalnie- czyli bez plastiku, za to z drewnem, bawełną i sizalem. Nienowocześnie - czyli bez szkła, halogenów i gładzi gipsowej.
Meble, jak łatwo rozpoznać, są z Ikei, kupiliśmy je po okazyjnej cenie, gdy wycofywano tę serię z produkcji. Pewnie za czas jakiś dopadnie je pędzel i wiadro farby. Ale na razie ciii, nie stresujmy Pana Męża.

Na podłodze - wymarzona szachownica czarno-biała. Na ścianach białe płytki, tylko w okolicach podatnych na chlapanie, czyli nad umywalką i przy wannie. Właśnie, wanna... marzyła nam się taka staromodna na lwich łapkach, ale żeliwne wanny były w zaporowej cenie - ponad 9 ooo zł, a akrylowe nie wchodziły w grę (patrz założenia). Stanęło więc na prostokątnej stalowej, też nienowoczesnej w sumie.
Nie udało mi się oddać na zdjęciach koloru ścian, który jest w rzeczywistości szaro-błękitno-turkusowo-spłowiały.

Jest tu jasno za sprawą dużego okna, natomiast sztuczne oświetlenie jest tylko boczne. Z premedytacją - bo w nim się korzystniej wygląda:)
Łazienka jest bardzo duża i wysoka - taki urok starych domów. Pod sufitem na całym poddaszu zostawiliśmy widoczne belki więźby. Są tylko pomalowane na biało i -nie- nie będą obijane kartongipsem:)
Całość jest jak widać urządzona z maksymalną prostotą, co się mało komu podoba, ale my się lubujemy w takich klimatach a la przedwojenny internat szkoły przyklasztornej.
Szare mydło i miednica emaliowana oczywiście są:)